Strażnicy, Tom 1 – Alan Moore, Dave Gibbons

Lata 80 XX w. Czas Zimnej Wojny i wiecznych nerwów. Nic nie wskazuje jednak na zbliżające się niezwykłe wydarzenia, których początek stanowi zabójstwo ex-superbohatera Komedianta. Kto go zabił? Podejrzenia padają na dawnych bohaterów, bo dla zwykłego człowieka taki czyn byłby niemożliwy. Bohaterów, którzy swego czasu walczyli ze złem, a teraz na emeryturze wymuszonej ustawą o delegalizacji herosów, wiodą normalne życie. Jeden tylko podejmuje się odkrycia zagadki zgonu Komedianta. Jest nim obłąkany sadysta zwany Rorschackiem. Rozpoczyna się śledztwo…

Co mogę powiedzieć o „Strażnikach”? Jak najkrócej podsumować ten komiks? Jednym chyba tylko słowem: Cudowny. Obok Sin City Franka Millera to moja ulubiona powieść graficzna . Genialny scenariusz, świetne rysunki, po prostu mocna rzecz. Nieporównywalnie lepsza od słabego filmu Zacka Snaidera.

Co zachwyca najbardziej? Ludzcy superbohaterowie. Tu tylko jedna postać ma moc – niemal boską, Doktor Manhattan, ale co z tego skoro przez ową moc nie ma żadnych uczuć i wszystko jest dla niego obojętne? Pozostali bohaterowie to ludzie, którzy tylko się przebierali i walczyli, a przeżyć udawało im się dzięki technologii i treningowi. Rorschach to sadystyczny szaleniec obłąkany na punkcie maski, bo nie chce pokazać nikomu swej prawdziwej twarzy, Komediant to weteran wojny w Wietnamie, morderca, gwałciciel i alkoholik, a pozostali albo żyją tylko wspomnieniami minionych lat, albo budują swe finansowe imperia, wykorzystując minioną sławę. A każda z tych postaci stworzona została po prostu perfekcyjnie pod względem psychologii. To nie są puste, papierowe istoty, a osoby z krwi i kości. Brudne, pełne złych cech i może zdolne czasem do heroizmu, ale ich bohaterstwo bardziej płynęło z potrzeby dominacji i prezentacji siły, niż altruistycznych pobudek.

Poza tym nie tylko główni bohaterowie, ale nawet i postaci widziane w kadrach tylko przez chwilę są postaciami z krwi i kości. I posiadają własne niepowtarzalne charaktery. Są to postacie, jakich nie widzimy na co dzień w komiksie. Niektórzy łysieją, inni mają nadwagę, kolejni to świnie i chamy… Nie sposób wymienić ich wszystkich, lecz koniecznie trzeba docenić.

Ale nie tylko bohaterowie są skonstruowani świetnie. Jak w zegarku bym powiedział (bo tytuł Watchmen i z zegarkiem – Watch – się kojarzy i to bynajmniej nie przypadkiem). Nie ma tu bowiem ani jednego zmarnowanego zdania czy pomysły czy nawet rysunku. A wszystko to uzupełnione o fragmenty książki pisanej przez pewnego bohatera czy artykuły na temat postaci.

Jednym, słowem: owacje na stojąco się należą!

Polecam, bo to ideał w każdym calu. A co jeśli ktoś nie lubi komiksów? Niech spojrzy na listę nagród dzieła i przekona się ile literackich zdobyło, pokonując rasowe powieści. I pomyśleć, że napisał go człowiek, który wyleciał ze szkoły za handel narkotykami, a wykształcenia nie chciał nawet próbować zdobyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *