The Amazing Spider-Man: Ostatnie Łowy Kravena – John Marc DeMatteis, Mike Zeck

Jeśli ktoś sięgnie po 100 numer Spidermana wydany po polsku przez TM Semic na drugiej stronie okładki znajdzie listę 10 najlepszych komiksów o pająku wydanych w naszym kraju. A co znajduje się na samym jej szczycie? Oczywiście „Ostatnie łowy Kravena”. Czy słusznie?

Kraven Łowca nie może znieść plamy na honorze jaką stanowi fakt, że nigdy nie udało mu się pokonać Spidermana. Szykuje się więc do ostatecznego polowania. Zatruwa Pająka narkotykami, łapie w sieć a wreszcie zastrzeliwuje, a zwłoki zakopuje w grobie przy swojej rezydencji. Od teraz, przebrany w kostium Spidermana zaczyna wymierzać sprawiedliwość na swój sposób, starając się udowodnić za wszelką cenę, że jest lepszy…

Pod koniec lat 80 w amerykańskim komiksie doszło do sporego przewrotu, który miał na celu jedną rzecz: uczynienie historii obrazkowych dojrzałymi i mniej infantylnymi. Oznaczało to mniej więcej tyle, że twórcy mieli przedstawić mroczne opowieści, pełne psychologii, dylematów moralnych, brudu i tragedii. Większość z nich nie przetrwała próby czasu, ale „Ostatnie łowy…” nie dość, że zdołały tego dokonać, to – choć w komiksie przedstawiono już mnóstwo szokujących zdarzeń – wstrząsa nie mniej niż kiedyś.

Fabułą, która wydaje się na pierwszy rzut oka dość prosta, tak naprawdę jest jedną z najlepiej skonstruowanych w całym universum marvela. A wszystko dzięki zachwycającej psychologii Kravena, Petera i Mary Jane. Kraven w wykonaniu J.M. DeMatteisa to postać tragiczna, oszalała z żądzy wielkości i tragicznych zdarzeń z młodości. Peter jest jego przeciwieństwem. Człowiekiem, który się boi. Człowiekiem, który nie potrafi poradzić sobie z własną śmiertelnością i tym, co wymusza na nim jego moc. A Mary Jane wreszcie przestaje być pustym ładnym dodatkiem do męża, a staje się kobietą, która ze względu na „Zawód” Spidermana, zamartwia się ciągle o niego i obawia najgorszego.
Nie można też i zapomnieć o Verminie, człowieku, który zatracił człowieczeństwo zupełnie i pogrąża się coraz bardziej we własnym spaczeniu.

Świetnie ilustrują to rysunki Zecka. Lekkie plansze, dość ascetyczne, ale nietypowe jak na amerykański rynek komiksowy, bo malowane ręcznie, farbami. Odpowiednio mroczne i nie stroniące od krwi. Takie, które można oglądać bez przerwy i się nie nudzić.

Jak dla mnie Spiderman numer 1! Mroczny, przygnębiający i szokujący. A jak wytłumaczyć fakt jego braku na liście 100 najlepszych komiksów wg Wizarda? Chyba tylko tym, że obejmowała ona tylko zbiorcze wydania, a „Łowy…” w owym czasie jeszcze się takowego nie doczekały.

Kupować w ciemno!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *