Piąta pora roku – N.K. Jemisin

PIĄTA PORA ROKU – KONIEC ŚWIATA

 

Sięgając po niniejszą powieść miałem dość jasno sprecyzowane oczekiwania. Mianowicie chciałem dostać konkretną porcję fantastycznej rozrywki w niezłym stylu. Nie spodziewałem się jednak, że otrzymam coś aż tak dobrego. N. K. Jemisin stworzyła bowiem opowieść, w której schematy gatunkowe stanowią jedynie –naprawdę udane, ale jednak tło – dla bardzo ludzkiej historii o zmaganiach z własnymi problemami w obliczu końca wszystkiego, co nas otacza.

 

Kończy się świat. A przynajmniej to my nauczyliśmy się tak to określać, bo planeta jak istniała, tak istnieć będzie, zginą tylko istoty na niej żyjące, ale z ich perspektywy to faktyczny koniec wszystkiego. A może tym razem będzie inaczej? Może rzeczywiście skończy się wszystko? Czas pokaże. W krainie zwanej Bezruchem żyją ludzie, którzy osiedlili się tu nie z wygody, a odwagi. Wiedzą, że w końcu nastąpi katastrofa, a ta właśnie nadchodzi. Kiedy superkontynent zostaje rozdarty na dwoje, a z czerwonej szczeliny buchają popioły przysłaniające niebo, nastaje długa zima. Zima zbyt długa by przetrwały rośliny i zwierzęta. Kiedyś z pewnością ustąpi. Kiedyś.

Czterdziestodwuletnia Essun ma jednak inne zmartwienia. Po powrocie do domu znalazła ciało swojego trzyletniego synka – jego własny ojciec pobił go na śmierć. Co więcej zniknęła jej córka. Zrozpaczona Essun wyrusza na poszukiwania dziewczynki, gotowa właściwie na wszystko.

 

To jedna z najlepszych książek z gatunku fantasy/SF jakie (jeśli nie liczyć absolutnej klasyki mistrzów) czytałem w ostatnim czasie. Co sprawiło, że powieść tak przypadła mi do gustu? Na pewno znakomita sceneria i świat o konkretnej, ciekawej mechanice, w którym kryje się wiele intrygujących tajemnic (już na początku oprócz wspomnianych zdarzeń na scenę wkraczają dziwne obeliski, pamiątka po dawnych czasach, które mają swój udział w końcu świata, a także dziwny przedmiot, z którego „wykluwa” się równie dziwny człowiek(?)). Sama główna treść z poszukiwaniami Essun też została poprowadzona w ciekawy i satysfakcjonujący sposób, łącząc w sobie coś z przygodowej historii drogi, opowieści o zemście i kryminału. I jest też świetny, niebanalny styl. N. K. Jemisin pisze dojrzale, łącząc w sobie coś z klasyki, coś z nowoczesności, a nawet coś z Chucka Palahniuka, i żonglując motywami. Wymaga od czytelnika nieco więcej, niż to zwykle bywa w literaturze rozrywkowej, do jakiej zdecydowanie należy gatunek szeroko pojmowanej fantastyki, ale w zamian także więcej daje. Chociażby zaangażowane politycznie treści, które stanowią ciekawe odbicie problemów współczesnego świata.

 

Jak dla mnie znakomita rzecz. Aż szkoda, że na kolejny tom musimy jeszcze poczekać co najmniej kilka miesięcy – a na finalny, jeszcze nie wydany w Stanach, zdecydowanie dłużej. Ale jestem pewien, że będzie warto po nie sięgnąć. Polecam gorąco! Nagroda Hugo i nominacje do Nebuli i World Fantasy Award w pełni zasłużone.

 

A na koniec dziękuję wydawnictwu SQN za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *