Willow – Virginia Cleo Andrews

BAŚNIOWY ROMANS

 

Tytuł „Willow” nieodzownie kojarzy mi się z jednym dziełem – inspirowanym „Hobbitem” filmem Rona Howarda z 1988 roku. Pozornie oba nie mają ze sobą nic wspólnego, obraz kinowy był opowieścią fantasy z typowym questem, natomiast powieść V. C. Andrews to nic innego, jak połączenie sagi rodzinnej z romansem. A jednak łączy je coś jeszcze poza tytułem, pewna baśniowości, którą widać wyraźnie w utworze autorki kultowych już „Kwiatów na poddaszu”.

 

Willow de Beers jako adoptowane dziecko nigdy nie miała łatwego życia. Macocha jej nienawidziła, traktując jak osobę gorszej jakości, ojczym kochał, ale niestety z powodu żony nie mógł tego okazywać córce. Rozdarcie, brak zrozumienia, samotność… Nad wszystkim zaś unosiło się widmo tajemnicy, bo ojciec Willow znał jej matkę – leczył ją w swojej klinice psychiatrycznej.

Kiedy rodzice umierają, w ręce dziewczyny trafia pamiętnik ojca, z którego dowiaduje się sekretu o własnej matce. Wstrząsająca wiadomość odmienia jej życie. Willow zostawia za sobą wszystko i wyrusza do Palm Beach odnaleźć rodzicielkę, by jednak osiągnąć swój cel, decyduje się na pewien podstęp. Twierdząc, że na potrzeby studiów z psychologii chce przeprowadzić badania nad bogatą elitą, zaczyna swoje poszukiwania. Wkrótce jej życie zmienia się jeszcze bardziej, kiedy poznaje pewnego młodego prawnika…

 

Nowa saga V. C. Andrews (a przynajmniej nowa na polskim rynku, oryginalne wydanie „Willow ukazało się bowiem w 2002 roku, czyli 16 lat po śmierci autorki) nie jest może tak udana, jak „Kwiaty na poddaszu”, ale z pewnością spodoba się miłośniczkom (miłośnikom?) twórczości pisarki z Wirginii. „Willow” zawiera bowiem znajome motywy, typową dla Andrews opowieść rodzinną podlaną sporą ilością romansu (już nie tak kontrowersyjnego, jak to bywało wcześniej, a wręcz mocno klasycznego, ocierającego się o schematyczne potraktowanie tematu) i sekretów przeszłości. Te ostatnie jednak zamiast zdominować fabułę, zdają się pozostawać wciąż na dalszym planie. Klimat nie jest więc tak wiktoriański, jak ten, który mieliśmy okazję poznać we wspomnianych „Kwiatach…”, a sama akcja przyspiesza dopiero pod koniec powieści.

 

Jednych takie poprowadzenie fabuły rozczaruje, innym się spodoba, wszystko jest kwestią gustu. Jednak niezależnie od tego „Willow” ze względu na styl czyta się lekko. Ot typowa powieść kobieca o rodzinnych tajemnicach, które ciągną się za bohaterką przez całe jej życie. Kto lubi tego typu utwory, z pewnością będzie bawił się nieźle i tej właśnie grupie czytelników mogę ją polecić.

 

A przy okazji dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *