Wizja lokalna – Stanisław Lem

WIZJA LEMOWSKA

 

Ijon Tichy to chyba najsłynniejszy obok pilota Pirxa bohater, jakiego stworzył Stanisław Lem. Znany przede wszystkim z „Dzienników Gwiazdowych” oraz „Kongresu Futurologicznego” (na jego cześć przed czterema laty nazwano nawet planetoidę (343000) Ijontichy) także w „Wizji lokalnej” stał się postacią wiodącą i w charakterystycznym dla siebie stylu, bawi, intryguje i przede wszystkim skłania do myślenia.

 

Niegdyś Ijon Tichy w trakcie swoich kosmicznych wędrówek trafił na planetę zwaną wówczas Enetropią (obecna nazwa Encja), teraz dowiaduje się jednak, że prawda o tym wydarzeniu wyglądała zupełnie inaczej, niż dotychczas sądził. A wszystko przez wizytę w IMD – Instytucie Maszyn Dziejowych. Tam to bowiem istnieją urządzenia zwane dziejobitniami, które opierając się na wszelkich dostępnych danych mają za zadanie przedstawić dalszy rozwój danego świata. To wszystko prowadzi jednak do odkrycia, że wspomniana już podróż Tichego nie była prawdziwa, kiedy ten więc dostaje zaproszenie na właściwą Encję, najpierw reaguje wściekłością. To jakiś żart? Ktoś podważa jego odkrycia? W końcu jednak wyrusza w podróż by poznać świat, który zdawało mu się, iż zna…

 

Nie wiem dlaczego, ale do powieści Lema zawsze podchodzę z jakąś taką pewną nieśmiałością. Znam pisarza od lat, mój pierwszy kontakt z jego twórczością, jeszcze w szkole podstawowej, wywarł wielkie wrażenie, a jednak został we mnie pewien nieokreślony dystans. Może dlatego, że już lata temu zmęczyła mnie wszelka fantastyka? Zawsze jednak, kiedy tylko zasiadam do czytania Lema, stwierdzam „ale to dobre!” – i tak było też tym razem. Pomysł prosty, podobnie wykonanie, do tego lekka humorystyczna otoczka… to jednak tylko pozory. Pod płaszczykiem zabawnej rozrywki kryje się wielka głębia, a lemowska wyobraźnia, jego wizje i satyra po prostu zachwycają. Weźmy choćby wspomniane dziejobitnie, niby nic takiego, rodzaj komputera przepowiadającego kierunek rozwoju danego świata, kiedy odległość nie pozwala nam empirycznie sprawdzić tego, co zaszło, jakie jednak niesie ze sobą możliwości. Zajrzenie w przyszłość, która jest teraźniejszością, a może i nią nie jest, skoro wyniki, jakie wypluwają urządzenia są daleki od rzeczywistości i trzeba je uśredniać, staje się okazją do rozważań na temat ewolucji świata, systemów czy nawet języków (ach ten list do Tichego, perełka, która rozśmieszy każdego!). Lem znakomicie wykorzystuje zabawę podobnymi elementami do stworzenia czegoś ambitnego i z przesłaniem.

 

Oczywiście kto chce, może odczytywać „Wizję lokalną” jako powieść rozrywkową, swoistą komedię Sci Fi z naprawdę udaną fabułą. Wprawdzie będzie to z krzywdą dla książki, nie mniej nawet czytelnicy obawiający się ambitnych lektur mogą dobrze się bawić. I kto wie czy nie wyniosą z tej zabawy czegoś więcej, niż tylko kilkanaście godzin przyjemnego czytania? Taki już urok Tichego i samego Lema.

 

Dlatego też gorąco polecam „Wizję lokalną” Waszej uwadze. Można powiedzieć, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, a do tego podane znakomitym stylem i w naprawdę bardzo ładnym wydaniu. Warto, bo dzieła Stanisława Lema to klasa sama w sobie i wypada choć spróbować zmierzyć się z jego twórczością.

 

A ja dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

One thought on “Wizja lokalna – Stanisław Lem

  1. Lema uwielbiam, od przedszkola! W szczególności „Cyberiadę”. A „Wizja lokalna” to zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji tego Pana. Bardzo lubię, kiedy światy z dwóch różnych książek zazębiają się o siebie, tak właśnie dzieje się tutaj („Podróż czternasta” z „Dzienników gwiazdowych” okazuje się być preludium do „Wizji lokalnej” właśnie).

    Powieść jest faktycznie trochę rozrywkowa, ale ma głębię ze śmiechem niemającą nic wspólnego. Opowiada o świecie stuprocentowo kontrolowanym – czy chcielibyśmy w czymś takim mieszkać? No nie wiem. Niby super bezpiecznie, ale jednak…

    Aktualnie czytam „Hel 3″ Grzędowicza i tu też jest dość przerażający opis świata całkowicie kontrolowanego przez rządy i wielkie korporacje. Oczywiście nie próbuję porównywać Grzędowicza do Lema (obaj są świetni… ale jednak co Lem to Lem, nie oszukujmy się), ale motyw przewodni jakoś podobny.

    W wolnej chwili zapraszam do quizu z wiedzy o „Cyberiadzie”: https://xpil.eu/gjm

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *