Quantum and Woody #1: Najgorsi superbohaterowie na świecie – James Asmus, Tom Fowler

O DWÓCH TAKICH, CO NIE POWINNI BYĆ BOHATERAMI

 

Może i Quantum i Woody są najgorszymi bohaterami na świecie, ale na pewno album o ich przygodach nie jest najgorszym superbohaterskim komiksem. Właściwie pierwsza część ich przygód to naprawdę dobre, zabawne dzieło dla starszych odbiorców, żartujące sobie ze schematów podobnych opowieści, a jednocześnie nieźle się w nie wpasowujące.

 

Wolverine był najlepszy w tym, co robił, Quantum i Woody są najgorsi w swoim „zawodzie”. No bo jaki władający mocami superheros, spadając z budynku, wrzeszczy do znajdujących się poniżej przypadków osób, żeby go złapały? Właśnie. W przypadku tej dwójki nawet media wolałyby, żeby byli jedynie komiksowym wymysłem. Jak się więc stało, że osobniki tego typu stały się zamaskowanymi mścicielami? Cofnijmy się nieco w czasie. Quantum i Woody, a właściwie Eric i Woody Hendersonowie, przyrodni bracia, nigdy nie darzyli się sympatią. Łagodnie powiedziawszy. A jednocześni byli dla siebie najlepszymi, nierozłącznymi przyjaciółmi. Do czasu, oczywiście. Ich drogi schodzą się po latach, kiedy zamordowany zostaje ich ojciec, który prowadził pewne ściśle tajne doświadczenia z energią. Jako, że obaj są podejrzewani przez policję, postanawiają, mimo wzajemnej niechęci, połączyć siły. Włamanie do firmy, w której pracował pan Henderson nie przebiega jednak tak, jak powinno. Przypadkiem zamknięci w eksperymentalnej komorze, skazani na pewną śmierć cudem uchodzą z życiem i zyskują supermoce. Od tego momentu zaczyna się ich szalona przygoda!

 

Seria „Quantum & Woody”, zainspirowana filmem z 1992 roku „Biali nie potrafią skakać” (a dokładniej odtwarzającym główne role duetem Woody Harrelson/Wesley Snipes), to przyjemna, niezobowiązująca pozycja dla osób szukających komiksu na jedno popołudnie. Akcja pędzi bez chwili przerwy, żartów nie brakuje, podobnie zresztą jak ostrego słownictwa, a bohaterowie ciągle się kłócą, walczą ze sobą i bardziej przeszkadzają, niż pomagają. Zagrożenie, z jakim przyjdzie im się zmierzyć, też jest absurdalne, a obecność kozy… Cóż, przekonajcie się sami, co to zwierzę tutaj robi i co właściwie wyniknie z tej szalonej farsy.

 

Graficznie „Quantum & Woody” to typowy współczesny (ok, w miarę współczesny – od jego zeszytowej publikacji trochę lat już minęło) komiks środka. Dobrze i czysto narysowany, pokolorowany bez zbędnych komputerowych fajerwerków, prezentuje się przyjemnie dla oka. Szczególnie, że mimika bohaterów dobrze oddaje ich komiczne emocje, a niektóre kadry („Jestę rasom panów”) potrafią rozbroić.

 

Czy trzeba dodawać coś jeszcze? „Q&W” to lekki, prosty i przyjemny komiks z gatunku komedii akcji. Dobra baza pod kinowy hit i początek niezłej, zamkniętej (na 22 zeszytach) serii. Kto lubi się pośmiać w towarzystwie superherosów będzie zadowolony.

 

A ja dziękuję wydawnictwu Fantasmagorie za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *