Top 10 – Alan Moore, Gene Ha, Zander Cannon

TOP KOMIKS

 

Top 10” na polskim rynku po raz pierwszy pojawiło się w roku 2004. Ukazały się wówczas dwa tomy, zbierające łącznie 7 zeszytów tej serii (czyli tzw. Book 1) i seria nie doczekała się finału. Teraz, po trzynastu latach tytuł powraca w jednotomowym wydaniu, łączącym w sobie wszystkie dwanaście odcinków – i dobrze, że tak się stało, bo to zdecydowanie jeden z najlepszych komiksów, jakie wyszły spod ręki giganta tego medium, Alana Moore’a.

 

Czasy drugiej wojny światowej. Na świecie pojawia się coraz więcej ludzi z supermocami, presja społeczeństwa zachęca ich do działania, natomiast ci, którzy nie mają nadzwyczajnych zdolności czują się jakby odsunięci na margines. Jednak z upływem czasu sytuacja staje się coraz trudniejsza, przybywa przebranych w kolorowe kostiumy herosów, płodzą kolejne pokolenia, zwiększa się też liczba superłotrów… W konsekwencji powstaje Neopolis, miasto zbudowane dzięki połączeniu sił amerykańskich i nazistowskich uczonych, które ma być przeznaczone tylko dla nich. Tam będą mogli robić co chcą i żyć po swojemu – i tak też się staje. W roku 1985 miasto przyjmuje jurysdykcję sił policyjnych, które strzegą Ziem z najróżniejszych wymiarów, a tutejszy Dziesiąty Komisariat otrzymuje potoczną nazwę Top 10. I tu zaczyna się właściwa akcja albumu. Swoją pracę w Top 10 rozpoczyna młoda policjantka Robyn Slinger. Wszyscy funkcjonariusze w Neopolis (tak samo zresztą jak mieszkańcy) władają supermocami, pozbawiona podobnych zdolności dziewczyna wydaje się nie pasować do reszty, ale jest coś, co czyni ją bardzo przydatną przy śledztwach – są nią specyficzne zabawki, które potrafią znaleźć najdrobniejsze dowody. Wraz z Robyn wkraczamy w sam środek policyjnej codzienności w mieście, jak wyrwanym z komiksów…

 

Po raz kolejny Alan Moore nie zrobił typowej powieści graficznej. Owszem, mamy tu ludzi o niezwykłych mocach, ludzi strzelających promieniami energii, latających, potrafiących zmieniać swoje ciała i cokolwiek jeszcze przyjdzie Wam do głowy, ale to tylko jedna z wielu stron stworzonej przez autora opowieści. „Top 10” można bowiem odczytywać na naprawdę wielu poziomach, zaczynając od tego stricte rozrywkowego, na analizie historii komiksu kończąc. Moore nie przypadkiem bowiem rozpoczyna swoją opowieść w okolicach początków drugiej wojny światowej. To wtedy bowiem zaczęły powstawać pierwsze komiksy superbohaterskie, a potem, już po wojnie, nastąpił ich prawdziwy wysp. Czyli tak, jak z herosami w „Top 10”. W roku 1985 powstał natomiast „Kryzys na nieskończonych Ziemiach”, który nie tylko zderzył wszystkie alternatywne światy, ale i wyczyścił całe uniwersum DC Comics – gdy zna się te fakty, owe zbieżności nabierają fascynującej wymowy.

 

Poza tym „Top 10” oferuje także wiele smaczków dla miłośników komiksów. Co chwila bowiem można dostrzec w kadrach jakieś charakterystyczne sylwetki bohaterów Marvela i DC, pojawia się nawet Myszka Miki (choć jako kosmiczny cień) i cała masa innych postaci znanych z popkultury. A wszystko to staje się tłem dla akcji, w której komedia, tragedia, dramat i thriller, splatają się z science fiction i erotyką. Do tego dochodzi jeszcze drużyna indywidualnych bohaterów, ludzkich, a więc dających się zarówno lubić, jak i nienawidzić, i bardzo życiowe śledztwa – bo posiadanie supermocy nie oznacza bycia kimś innym, niż zwykły człowiek. Frazes, ale ujęty przez Moore’a wydaje się być czymś odkrywczym i naprawdę przemawia do wyobraźni.

 

Omawiając ten tytuł nie można jednak zapomnieć o stronie graficznej. Scenarzysta zaplanował bowiem tak wiele elementów i z taką charakterystyczną dla niego precyzją, że na rysowników czekało wielkie wyzwanie. Na szczęście duet Ha/Cannon sprostał mu w rewelacyjny sposób. Ilustracje są realistyczne, bogate w detale, a kadry pełne wspomnianych powyżej, gościnnie występujących postaci znanych miłośnikom komiksu i filmu – czy to osobiście, czy też w formie reklamy widocznej na bilbordzie. Coś wspaniałego.

 

Tak, jak i wspaniała jest zabawa z tym komiksem. Czyta się go jednym tchem, ogląda z przyjemnością, a całość robi wielkie wrażenie. „Top 10” wciąga, fascynuje i satysfakcjonuje zarówno tych spragnionych tylko i wyłącznie komiksowej rozrywki, jak również czytelników wymagających od tego typu opowieści czegoś o wiele więcej. Wśród nowości od Egmontu to zdecydowanie najlepszy album – po prostu Top Komiks! Polecam bardzo gorąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *