Do Adolfów #2 – Osamu Tezuka

OD ADOLFÓW

 

Przerażanie, szok, niedowierzanie, smutek… Pierwszy tom monumentalnego dzieła ojca mangi, Osamu Tezuki „Do Adolfów”, okazał się wspaniałą mądrą i ambitną lekturą. Do tego jakże odmienną od licznych reprezentantów opowieści dziejących się w trakcie drugiej wojny światowej, bo ukazującą mało nam znaną perspektywę azjatycką. Druga i zarazem ostatnia część w doskonałym stylu kontynuuje zaczęte wątki, prowadząc do znakomitego i poruszającego finału.

 

Rok 1940. Adolf Kaufmann, członek Hitlerjugend, nie potrafi odnaleźć się w swojej roli. Zabił już po raz pierwszy, wspomnienia tego prześladują go bez chwili przerwy, zastanawia się czy już niedługo będzie tak, jak inni mordował bez zawahania. Póki co jednak chce pomóc dziewczynie, którą kocha. Elisa Gertsheimer nie chce go widzieć, podobnie jak jej rodzice, nie toleruje jego zajęcia, ale kiedy Adolf dowiaduje się, że ma wziąć udział w akcji wyłapywania Żydów by następnie wywieźć ich do obozu koncentracyjnego, nie jest w stanie tego tak zostawić. Początkowo państwo Gertsheimer nie wierzą chłopakowi, gdy jednak w mieście zaczynają narastać nastroje antysemickie, a Żydzi są prześladowani, bici i upokarzani w biały dzień na ulicach, Kaufmann zaczyna przygotowania by pomóc ukochanej i jej bliskim uciec. Niestety sytuacja sprawia, że Niemcy opuszcza jedynie Elisa, która za namową Adolfa trafia do Japonii pod opiekę dzielącego z nim imię przyjaciela Adolfa Kamila. Ten pozostaje jednak nieświadomy losu swojego ojca i tego, jaki miał w nim udział Kaufmann…

 

Ta historia naprawdę porusza i przeraża. Drugi tom nie zwalnia tempa i nie daje nam chwili na oddech. Zostaje nam mierzyć się z naszymi emocjami i zastanawiać nad tym, co sami byśmy w takiej sytuacji zrobili. Nie ma tu łatwych pytań, nie ma też łatwych odpowiedzi, Osamu Tezuka nie stworzył mangi wygodnej, lekkiej i przyjemnej. Spod jego ręki wyszło dzieło piękne i przerażające, z jednej strony cartoonowe, z drugiej okrutne i do bólu prawdziwe. Śmiało można powiedzieć, że to japoński odpowiednik „Mausa”, zarówno pod względem tematyki, jak i wagi całości.

 

Oczywiście od „Mausa” „Do Adolfów” odróżnia wiele rzeczy. Niezmienna pozostaje jednak siła wymowy i przestroga przed bestialstwem, jakie potrafimy zgotować sobie nawzajem. A wszystko to ukazane przez pryzmat losów trzech bohaterów dzielących to samo imię, ale bardzo różniących się poglądami i losami. Zderzenie tych postaci pokazuje różne postawy rodzące się w obliczu koszmaru, który dotyka ludzi i jak każdy na swój sposób konfrontuje się  z wojennym szaleństwem, które nie jest tragedią całych narodów, a każdego człowieka z osobna.

 

A wszystko to wspaniale narysowane, pod względem kreski zarówno realistyczne, jak i disnejowsko cartoonowe zarazem. I równie znakomicie wydane, bo w dwóch, potężnych, liczących po ponad 600 stron tomach, zamkniętych w twardej oprawie. Po prostu coś wspaniałego, dlatego polecam gorąco. Ta manga spodoba się nie tylko miłośnikom komiksu.

 

A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *