Wonder Woman, tom 1 – Greg Rucka, J.G. Jones, Drew Johnsosn, Shane Davis, Stephen Sadowski

KSIĘŻNICZKA DIANA

 

To, że run „Wonder Woman” pisany przez Grega Ruckę należy do jednych z najlepszych w ponad 75-letniej historii serii wie chyba każdy, kto lubi amerykańskie komiksy głównego nurtu. Oczywiście oznaczać może to wiele, sam zresztą do zebranych tu opowieść podchodziłem z duża dozą niepewności, ale, jak się szybko okazało, niepotrzebnie. Album ten bowiem to naprawdę znakomity komiks po raz kolejny potwierdzający klasę scenarzysty.

 

Hiketeja to prawo. Hiketeja to rytuał. W starożytnej Grecji każdy mógł błagać osobę o wyższym od siebie statusie o pomoc, a ta nie mogła mu odmówić. Błagany musiał zatroszczyć się o błagającego, który odrzucał swój honor, dopóki ten nie zwolnił go z przysięgi. Obie strony miały swoje obowiązki, żadna nie mogła nadużywać sytuacji, a złamanie hiketei niosło ze sobą poważne konsekwencje. Ale w dzisiejszych czasach nikt już nie błaga. Nikt? Pewnego dnia do stóp Diany pada młoda dziewczyna poszukiwana przez Batmana. Rytuał hiketei się dopełnia, a chociaż błagająca ścigana jest za serię morderstw, Wonder Woman, musi od teraz jej bronić, nawet jeśli będzie to oznaczało walkę na śmierć i życie z przyjacielem…

 

Tak w skrócie przedstawia się fabuła otwierającej ten tom powieści graficznej „Wonder Woman: Hiketeja”, która stała się nie tylko pierwszą historią Rucki traktującą o tej bohaterce, ale też i początkiem trwającej trzy lata pracy nad główną serią „WW”. Reszta tego pokaźnego, bo liczącego blisko 400 stron albumu to pierwsze 11 zeszytów z tej właśnie serii, przedstawiająca różne epizody z życia bohaterki z lassem. I chociaż to „Hiketeja” właśnie (swoją drogą Rucka dostał za scenariusz do niej Eisner Award) jest tu najlepsza, bo scenarzysta za wzorzec obrał sobie tragedie greckie, w których każdy wybór prowadził do tragedii, pozostałym fabułom także niczego nie brakuje. Pomysły Rucki są znakomite, odświeżają postać Wonder Woman i wikłają ją w wiele problemów zarówno politycznych (jest w końcu ambasadorką swojej ojczyzny), jak i superbohaterskich. Czytelnicy spragnieni rozrywki oraz nieco poważniejszych treści będą więc zadowoleni.

 

Strona graficzna albumu jest jednak bardziej zróżnicowana, niż treść. Najlepiej wypadają rysunki Jonesa do „Hiketei”, potem kreska staje się prostsza, bardziej cartoonowa i lżejsza, ale nadal wygląda nieźle. Podobnie zresztą jak kolory. Do tego, jak na wydanie deluxe przystało, edytorsko tom ten prezentuje się naprawdę wspaniale. Powiększony format, twarda oprawa, dodatkowa obwoluta, kredowy papier, a także solidna porcja dodatków, wśród których znalazły się bonusowe ilustracje, szkice i przedruki artykułów z fikcyjnego pisma.

 

I chociaż album, wśród majowych nowości znalazł się z powodu premiery filmu kinowego o Wonder Woman, to jest pozycją, która doskonale broni się sama i dostarcza solidnej porcji komiksowej rozrywki. Nawet tym, którzy nie wiedzą nic o tytułowej bohaterce. Dlatego też polecam go gorąco Waszej uwadze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *