Wrota obelisków – N.K. Jemisin

WROTA DO DOBREJ FANTASTYKI

 

Kiedy omawia się serię tworzącą jedną, zamkniętą całość, prędzej czy później dociera się do momentu, kiedy trudno jest powiedzieć cokolwiek o akcji utworu bez zdradzania elementów istotnych dla historii. W szczególności dla zakończenia części poprzedniej. Tak jest też w tym właśnie przypadku, więc – choć będę starał się trzymać granic, jakie wyznaczył blurb z tyłu okładki – wybaczcie, jeśli dowiecie się czegoś więcej, niż byście chcieli. Albo po prostu darujcie sobie czytanie opinii i sięgnijcie po oba tomy tej opowieści; jeśli lubicie dobrą fantastykę, będziecie zachwyceni.

 

Koniec świata stał się faktem. Ludzkość czekała zagłada. Ale w tych dniach byli ludzi, którzy mieli swoje zmartwienia, przejmujące ich dalece bardziej, niż ogólnoświatowy kataklizm. Essun straciła dwoje dzieci – synka zabił mąż, córka zniknęła. Z matki Essun stała się mścicielką, która wyruszyła na poszukiwania dziecka. Bezskutecznie. Spotkanie z dziesięćiopierściennikiem Alabastrem może odmienić losy świata, ale czy odmieni także jej sytuację?

Tymczasem Nassun, jej córka, znajduje się bardzo daleko od matki. Szkoli się na mędrczynię, rośnie w siłę, ale do czego to wszystko może doprowadzić? I co może zmienić?

 

Trylogia „Pękniętej ziemi” to jedno z tych dzieł, które potrafią zachwycić już samym stylem. Może i N.K. Jemisin nie pisze w sposób szczególnie odkrywczy, ale jest w jej twórczości coś, co wyróżnia ją na tle większości współczesnych autorów Science Fiction, bo nie dość, że tworzy dzieło przyjemne w odbiorze, to jeszcze z ambicją i świeżością. Przyjemne, nie oznacza jednak lekkie, bo autorka wymaga od nas więcej, niż tylko zaangażowania w dobrą zabawę. Wymaga myślenia i włączenia własnych emocji, ale odpłaca się nam z nawiązką.

 

Przyglądając się bliżej jej powieści, zdecydowanie trzeba docenić także złożony, przemyślnie skonstruowany świat epoki jakże od nas odległej i bliskiej zarazem. Przepełnienie go osobliwościami doprowadza do sytuacji, w której nabiera własnego, niepowtarzalnego charakteru – tym zresztą cechują się także wykreowane przez Jemisin postacie, które są jakże ludzkie w swoich błędach, niedoskonałościach i sprzecznościach. To wszystko, do spółki z inteligentną, niosącą przesłanie fabułą, składa się na wspaniałą i wartą polecenia każdemu miłośnikowi fantastyki opowieść z wyższej, literackiej półki.

 

Ale uwaga, zaczynanie swojej przygody ze światem „Pękniętej Ziemi” od „Wrót obelisków” nie jest zbyt dobrym pomysłem. Trylogia ta od początku do końca skupia się na opowiedzeniu jednej, zamkniętej historii, więc jej poszczególne tomy nie są tworami autonomicznymi, które dałoby się czytać bez znajomości poprzednich części. Wszystko ma tu swoje miejsce i cel, i jeśli chce się poznać losy Essun i Nassun, trzeba zacząć od „Piątej pory roku”. Warto jednak to zrobić i warto jest także czekać na finałowy tom.

 

A ja dziękuję wydawnictwu SQN za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *