Między nami. Wiersze zebrane – Jacek Kaczmarski

ON NATCHNIONY I MŁODY BYŁ

 

Miałem tam niejedną schadzkę

Z niejakim Kaczmarskim Jackiem

Nurzaliśmy się w życia dożynki

Dłubaliśmy z ciast rodzynki

Strachy na Lachy

 

Piosenki Kaczmarskiego po raz pierwszy usłyszałem, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. „Obława” przeraził mnie wówczas, wywołała ciarki rwanym śpiewaniem i szarpaną grą na gitarze. Potem jednak przez długie lata  nasz bard pozostawał poza zakresem moich muzycznych zainteresowań, ale skoro słuchałem Piżamy Porno i Strachów na Lachy, kwestią czasu było odświeżenie sobie twórczości. I tak też się stało, a Kaczmarski z miejsca został jednym z ukochanych poetów. Nic więc dziwnego, że na ten zbiór czekałem z niecierpliwością. I spełnił wszystkie moje pokładane w nim nadzieje.

 

O wierszach (czy też tekstach piosenek, bo przecież większość tych utworów funkcjonuje przede wszystkim w tej wersji) Kaczmarskiego można by mówić długo – jak zresztą o samym ich autorze. Nazwany bardem Solidarności, pieśniarz komentujący szarą, komunistyczną rzeczywistość i śpiewający o wolności. Ateiście, który się nawrócił. Kto nie zna jego „Murów” albo „Obławy”? Ale Kaczmarski to nie tylko protest songi, hymny walki z systemem, to przede wszystkim piosenki o człowieku. O naszej hipokryzji, brudzie, złych i dobrych cechach. O nas. I o tym, co nas spotyka oraz otacza.

 

Oczywiście tematów poruszanych przez zmarłego przed trzynastu laty artystę jest więcej, podobnie zresztą jak interpretacji jego twórczości. Łączy je jednak ich poetyckie piękno, głębia, prawda i niesamowita siła, która sprawia, że nawet bez muzyki wiele z nich wywołuje u mnie dreszcze. Poszczególne teksty poruszają, zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie, i zachwycają wykonaniem. Trudno ubrać w słowa uczucia, które budzą, myśli, ku którym skłaniają – tego po prostu trzeba doświadczyć samemu. Przeczytać to, zagłębić się, przemyśleć, dać porwać i wracać raz po raz, nawet kiedy już odłożyło się książkę na półkę czy wyłączyło czytnik – inaczej się nie da, ale warto. I to jeszcze jak.

 

Szczególnie, że wiersze Kaczmarskiego doczekał się tak wspaniałego, kompleksowego wydania zbiorczego. Znajdziecie tu wszystko, czego szukacie, jego piosenki, jego poezję, całą jego twórczość opatrzoną ciekawym wstępem, a wszystko to w imponującym (1144 strony!), pięknie wydanym tomie. Są tu prace, które wszyscy doskonale znają, są też takie, które kojarzą raczej jedynie miłośnicy autora, jest wreszcie też kilka takich, z którymi zetknąłem się tutaj po raz pierwszy, jak choćby „Scheda po Tolkienie”… Po prostu coś zachwycającego. Coś, co powinien posiadać każdy miłośnik Kaczmarskiego, ale także i dobrej, współczesnej poezji. Dzieło na wskroś wspaniałe i imponujące. Dzieło, które polecam gorąco Waszej uwadze.

 

A w samym środku jest muzeum grozy

Czarnych polonezów strojów i ustrojów

Poustawianych w nierozumne pozy

Jak płomieni języki zastygłe w podboju

I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal

W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Jacek Kaczmarski

 

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie mi książki do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *