Tasogare Otome X Amnesia (Niepamięć Panny Zmierzchu) #9 – Maybe

ŚMIECH PRZEZ ŁZY

 

Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl o dziewiątym tomie „Tasogare Otome X Amnesia” to to, że, choć manga liczy jeszcze jedną część, wydaje się on być wielkim finałem. Dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania odnośnie przeszłości Yuuko, wszystkie wątki zostają rozwiązane, fabuła też dociera do momentu, w którym śmiało można by zakończyć całość, a dodatki okazują się być niezobowiązującą odskocznią nawiązującą do wcześniejszych wydarzeń. A jednocześnie jest to jeden z najlepszych tomów całej serii, emocjonujący, smutny i znakomicie poprowadzony.

 

Teiichi, Kirie, Yuuko. Każde z nich na swój sposób odkrywa przeszłość tej ostatniej, stając się świadkiem tragicznych wydarzeń sprzed pół wieku, których echa pobrzmiewają po dziś dzień. Kiedy Yuuko była młoda i wciąż jeszcze żywa, panowała epidemia, której nie potrafili zaradzić żadni lekarze. Przerażeni ludzie zaczęli się bać, że wszystko to jest klątwą bóstwa gór, któremu nie złożono ofiary, kiedy budowano tutejszą szkołę. Ogarnęła ich paranoja, chcieli ofiary. Na tle tych wydarzeń Teiichi obserwuje relacje między Yuuko i Yukariko, dwójką nastoletnich sióstr mieszkających z owdowiałym ojcem, którego wszyscy winią za obecny stan rzeczy, bo jego rodzina od wieków zajmowała się składaniem ofiar. Co jednak wydarzyło się w owym czasie? Co ostatecznie pozbawiło życia pierwszą z sióstr? I co takiego wydarzyło się potem, że Yuuko wolała wyrzucić to z pamięci? W tle pobrzmiewa jednak ważniejsze pytanie: co teraz się z nią stanie? By przypomnieć sobie wszystko, dziewczyna musiała połączyć się ze swoim cieniem, a to oznacz jedno: odejście z tego świata…

 

Tak, jak mówiłem na wstępie, ten tom wyjaśnia wszystko, na wszystko odpowiada i wszystko kończy. A przynajmniej tak się wydaje, skoro istnieje jeszcze dziesiąta część „Tasogare”, ale w chwili obecnej trudno powiedzieć, co może się w niej znaleźć. Owszem, mam swoje typy – a dokładniej coś, na co liczę – jednak o tym przekonam się już niedługo. Póki co wracając do tomu 9 to jest on jeszcze bardziej emocjonujący i smutny niż jego poprzednik. Co ciekawe więcej jest tu także humoru, ale ten zarezerwowany jest właściwie tylko dla dwóch dodatków, które są niczym ten śmiech przez łzy – tylko bardziej podkreślają ponury nastrój wcześniejszych rozdziałów.

 

I to właśnie jest w tym wszystkim najlepsze. Te emocje, ten klimat i cała ta opowieść. Taka dobra, taka urocza i ciekawa. I znakomicie narysowana. Mroczna, poruszająca, bawiąca i wciągająca. Zamiast więc przedłużać, łapię za finałowy tom, a Wam gorąco polecam całe „Tasogare Otome X Amnesia”.

 

Wydawnictwu Waneko natomiast dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *