Green Arrow #1: Śmierć i życie Olivera Queena – Benjamin Percy, Juan Ferreyra, Otto Schmidt

STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

 

Największą siłą komiksów z linii Nowe DC Comics była ich świeżość. Odrzucenie znacznej części fabularnego balastu, jaki spoczywał na bohaterach przez dekady ich wydawania i danie autorom po części wolnej ręki do snucia nowych fabuł było strzałem w dziesiątkę. DC Odrodzenie kontynuuje to wszystko, idąc jednocześnie inną nieco drogą, bo przywracając stare wątki w nowy sposób. Przez zmiany wywołane we „Flashpoincie” wiele dawnych wydarzeń nie miało miejsca, a związki między bohaterami straciły na sile. To pierwsze stało się siłą napędową nowych przygód Supermana, to drugie najwyraźniej widać w „Green Arrowie”, kolejnym znakomitym tytule tej linii, w którym tytułowy bohater musi poukładać swoje życie na nowo.

 

Losy Olivera Queena można podsumować w prosty sposób: to nieustające wzloty i upadki. Kiedy zaczynała się jego przygoda, był miliarderem i playboyem, miał wszystko, ale niemalże w jednej chwili jego świat wywrócił się do góry nogami. Zmuszony walczyć o przetrwanie na bezludnej wyspie, mając do dyspozycji jedynie łuk i strzały, musiał poradzić sobie z tym, co przygotował dla niego los. Decyzja by po powrocie do cywilizacji zostać bohaterem walczącym ze złem też nie zapewniła stabilizacji w jego życiu. W końcu znalazł jednak szczęście, bohaterka Black Canary została jego żoną i… „Flashpoint” odmienił wszystko. Wiele wydarzeń zostało wymazanych z historii, herosi stali się młodsi, ich przeszłość wyczyszczona. Queen nadal działa jako Green Arrow, ale Black Canary jest dla niego obcą osobą. To popularna rockmanka, spotkali się tylko raz, nawet nie zwrócili na siebie uwagi, ale teraz ich drogi znów się przecinają. Wszystko za sprawą śledztwa, jakie prowadzą. W  Seattle zaczynają znikać bezdomni, do tego całe obecne życie Queena obrócone zostaje w ruinę, a wszystko to prowadzi do nioczekiwanego finału. Czy Green Arrow zapłaci za swoją krucjatę najwyższą cenę? Czy uda mu się zdobyć miłość Black Canary? I czy można walczyć z elitaryzmem samemu należąc do elity?

 

Green Arrow nigdy nie należał do zbyt popularnych bohaterów na naszym rynku. Choć amerykańskie komiksy wydawane są w Polsce od blisko trzech dekad, superbohaterska wersja Robin Hooda  pojawiła się u nas dopiero w roku 2003. Wydana wówczas znakomita opowieść Kevina Smitha, „Kołczan”, aż do dziś pozostawała jedyną samodzielną opowieścią z tą postacią. Dlatego też publikacja „Śmierci i życia Olivera Queena” to spore wydarzenie, a zarazem szansa by Zielony Łucznik na dłużej zagościł w naszym kraju.

 

Dlaczego? Bo to naprawdę dobry komiks. Trochę taki romantyczny thriller akcji, ale romantyczny w męski sposób. Twardzi faceci, piękne kobiety, wielkie zagrożenie, szybkie tempo i spektakularne pojedynki, połączone z równie spektakularną demolką. Ale nie jest to zarazem pusta rozrywka. Co więcej, niniejszy album doskonale nadaje się do rozpoczęcia swojej przygody z „Green Arrowem”, ale tego chyba nie trzeba mówić – albumy z Odrodzenia, podobnie jak wcześniej z Nowego DC Comics, tym się właśnie charakteryzują.

 

Do tego dochodzi bardzo udana szata graficzna, czasem cartoonowa, ale o niebo lepsza niż to, co mogliśmy zobaczyć we wspomnianym już „Kołczanie”, a czasem realistyczna i stylizowana na klasycznie kolorowaną. Całość uzupełnia także tradycyjna porcja dodatków, a samo wydanie komiksu prezentuje się bez zarzutu: znakomita jakość, dobra cena… Polecam. I cieszę się, że wśród nowości, zdecydowano się przedstawić czytelnikom znad Wisły nie wybrane, a wszystkie najważniejsze tytuły Odrodzenia, dając szansę na poznanie przygód bohaterów, których wcześniej zupełnie pomijano. Jak dla mnie to, nomen omen, strzał w dziesiątkę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *