Hawkeye #2: Lekkie trafienia – Matt Fraction, David Aja, Francesco Francavilla, Jesse Alan Hamm, Steve Lieber

HAWKEYE – BEZBŁĘDNE TRAFIENIA

 

Hawkeye” to seria nietypowa nie tylko, jak na Marvel NOW!, ale Marvela w ogóle. Odkąd w roku 1961 powstało to wydawnictwo, zaczęło tworzenie czegoś, czego nie miała konkurencja – spójnego uniwersum, w którym przeplatały się losy wszystkich bohaterów. Dlatego też wydarzenia każdej z serii, które miały większy zasięg, wpływały mocno na pozostałe tytuły, a postacie regularnie spotykały się na łamach innych magazynów, a także eventów dotykających właściwie wszystkich z nich. Co na tym tle wyróżnia „Hawkeye’a”? Fakt, że jest opowieścią na wskroś samodzielną. Okazjonalnie pojawia się tu ktoś spoza serii, ale przede wszystkim każdy zeszyt to oddzielna opowieść. Na dodatek taka, w której nie trzeba nic wiedzieć ani o uniwersum Marvela, ani też samej postaci. A że jednocześnie są to opowieści naprawdę udane, przygody łucznika należą jednocześnie do najciekawszych w serii Marvel NOW!.

 

Clint Barton, Hawkeye, jeden z członków Avengers. Genialnie strzela z łuku, innych mocy nie posiada – i to wszystko, co musicie o nim wiedzieć. Często działając z innymi herosami ratuje świat, ale co robi, kiedy akurat tym się nie zajmuje? Jako mieszkaniec jednej z nowojorskich kamienic dba o interesy jej mieszkańców, starając się jednocześnie by nikt nie dowiedział się, że tu mieszka. Zajmuje się drobnymi przestępcami, gangsterami itd., i nie unika też towarzystwa kobiet. Najczęściej fatalnych.

Nie inaczej jest i tym razem. Zbliża się bowiem huragan, dochodzi do powodzi, potem zaczyna się zima, zbliżają się Święta… Co może się wówczas wydarzyć? Kiedy macie taki talent do pakowania się w kłopoty, jak Clint, wszystko! Szczególnie, że już wkrótce w jego życiu pojawia się kolejna piękna kobieta, a wraz z nią nowe problemy. Na koniec zaś poznajemy śledztwo prowadzone przez… psa Hawkeye’a.

 

Śledztwo psa? Brzmi może osobliwie, ale jest to zdecydowanie najlepszy moment tego tomu. Nie ma się zresztą co dziwić, zeszyt opowiadający o tej przygodzie zdobył nagrodę Eisnera, najważniejsze wyróżnienie w świecie komiksowym (zresztą sama seria, jak i scenarzysta czy niektóre zeszyty zdobył jeszcze kilka nominacji do tego wyróżnienia). Coś musi być zatem w tej serii niezwykłego – i jest. Taka zwyczajność, prostota jakiej brak większości superbohaterskich opowieści dostępnych na rynku, i prawdziwość. A wszystko to z całkiem sporą dawką akcji i klimatów charakterystycznych dla gatunku noir.

 

I jakże cudownie zilustrowane. Rysunki Davida Aji zachwycają prostotą i czystością kreski. Każda strona, każdy kadr – wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno. Uzupełnione nieskomplikowanym, znakomitym kolorem wpada w oko i urzeka. Nieźle wypadają też ilustracje innych autorów, jednak to Aja kradnie cały show.

 

Czy trzeba czegoś więcej? „Hawkeye” to jedna z najlepszych nowości z Marvel NOW!, a miłośników tego wydawnictwa chyba nie trzeba przekonywać, że komiksy wydawane w tej linii w większości są znakomite. Dzieło napisane przez Matta Fractiona na dodatek doskonale nadaje się zarówno dla fanów uniwersum, jak i zupełnie nowych odbiorców, nawet tych, nieznoszących superhero. Polecam gorąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *