Punisher Max, tom 3 – Garth Ennis, Leandro Fernandez, Goran Parlov

PUNISHER: SEKS I PRZEMOC

 

Mój pierwszy komiks z Punisherem przeczytałem, kiedy miałem osiem czy dziewięć lat. Nie pamiętam już o czym opowiadał, ale jedna rzecz została mi w pamięci na zawsze: scena, w której Frank Castle walczył z rekinem. Dlatego też  niniejszy tom obudził we mnie sentymentalne uczucia – tu także Mściciel znajduje się w podobnej sytuacji, jak się łatwo domyślić. To jednak nie ma większego znaczenia. Trzecia część „Punihsera: Max” pisanego przez Ennisa to kawał rewelacyjnego komiksu. Pełnego seksu, przemocy, okrucieństwa i brudu, ale też i emocji oraz akcji podanych wprawdzie w wulgarny, ale znakomity sposób.

 

Co tym razem czeka na Franka? W trakcie rutynowego polowania na przestępców, Mściciel staje się świadkiem walki pewnej kobiety z napastnikami. Wkracza więc do akcji, ratuje ją, wykańcza wrogów i jednocześnie angażuje się w sprawę, z jaką nie miał zbyt wiele do czynienia w swojej karierze. Punisher słynnie w końcu z walki z mafią, handlarzami narkotyków etc., teraz przyjdzie mu jednak stawić czoła handlarzom ludzi pochodzącym ze Wschodniej Europy. A ci nie będą łatwym przeciwnikiem. Weterani czystek etnicznych, gotowi są na prawdziwą wojnę byle pilnować swoich interesów, a na dodatek nie istnieje chyba zbrodnia, której by się nie dopuścili. Jakby tego było mało, w sprawę angażuje się także policja…

W drugiej opowieści, jednej z najlepszych historii z „Punishera Max”, „Barakudzie”, Frank zajmuje się tropieniem handlarzy narkotyków. Jednocześnie media i policja interesują się nim bardziej, niż dotychczas. Wszystko to sprawia, że nasz mściciel trafia do Miami, gdzie przyjdzie mu rozliczyć się z pewną korporacją i stawić czoła Barakudzie, kolejnemu choremu szaleńcowi, z jakim zetknął go los…

 

Martwe dzieci, zmuszone do prostytucji kobiety, rozczłonkowane ciała, płonący żywcem ludzie, ofiary pożerane przez rekiny… Garth Ennis, twórca „Kaznodziei”, nie zwalnia tempa, a pisana przez niego opowieść cały czas trzyma wysoki poziom. Jest brutalna, przepełniona chorą przemocą i ostrym seksem, to prawda, ale jednocześnie wciąga, emocjonuje i potrafi zachwycić. Zresztą jej drastyczność także należy do zalet całości – ekstremalne wrażenia mają w końcu swoją wartość. Ennis często przekracza wprawdzie granice absurdu, ale robi to z takim wdziękiem, że jego opowieści po prostu zachwycają.

 

Ale znakomicie wypadają też szata graficzna i wydanie. Ta pierwsza, choć za poszczególne historie odpowiadają różni artyści, zawsze jest brudna, krwawa, mroczna i mocno skupiona na makabrycznych detalach. I zawsze jest też udana, bo rysownicy wybrani do przeniesienia na papier wizji Ennisa są znakomici w swoim fachu. Co się zaś tyczy wydania, mamy tu papier kredowy, twardą oprawę, bardzo dobrą jakość całości i całkiem sporą galerię szkiców.

 

Jeśli szukacie mocnego komiksowego dreszczowca dla dorosłych, „Punisher Max” będzie strzałem w dziesiątkę. Nie jest to oczywiście seria dla wszystkich, ale miłośnicy brutalnych sensacji w stylu filmów Tarantino czy Rodrigueza będą zachwyceni. To w końcu jeden z najlepszych tytułów z Marvel Classic, wart polecenia jak rzadko który.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *