TWÓRCZOŚĆ

OPOWIADANIE:

 

POKOLENIE FILCOWYCH KAPCI

 

Spojrzał na książkę, obrócił ją w dłoniach, zważył, otarł z zabrudzeń i odłożył na bok, żeby wyschła. Duże tomiszcze w twardej oprawie należało do starych książek z lat 50 ubiegłego wieku, bez jakichkolwiek informacji na okładkach. Brakowało w nim także strony tytułowej, wiele kartek wypadło gdzieś przez lata.

Westchnął, odprężył się odrobinę i usiadł wygodnie przy ognisku. Nie zamierzał palić starego tomu, ale coś musiał wrzucić do płomieni. Padło na kilka pożółkłych gazet i ulotek – na niszczenie książek nie potrafił (i na szczęście nie musiał) się zdobyć. Z torby wydobył jeszcze kilka ulotek i cisnął na stracenie, ale jedna zwróciła jego uwagę. Podobne zbierał wszędzie, ale tą musiał zabrać z Biblioteki Miejskiej, bowiem informowała o konkursie literackim na opowiadanie w temacie roli książek w życiu Polaków w XXI wieku. Opowiadanie? Bardziej kojarzyło mu się to z tematem maturalnym albo pracą magisterską z socjologii, ale ktoś pewnie wpadł na pomysł jak z tego wybrnąć. Ktoś zawsze wpadał na takie rzeczy. Prace należało złożyć do 31 grudnia 2014 roku. Sporo już czasu upłynęło od tej daty, oj sporo.

Wrzucił ulotkę do ognia i patrzył jak czarnieje i znika przemieniona w pył.

Z prochu w proch.

Drewno nie chciało się zająć więc wcisnął pod nie resztę gazet i czekał, a nad miastem zapadał zmrok. Patrzył jak gwiazdy zapalają się ponad dachami domów, odbijają migotliwie w mokrej drodze za ogrodzeniem jego posesji, a cienie wydłużają się i rozlewają po ziemi.

Rola książek w życiu Polaków w XXI wieku… Co on mógł wiedzieć o roli książek w życiu Polaków? Wiedział jednak co znaczyły dla niego osobiście, dla niego, człowieka, który jako dziecko nienawidził słowa pisanego, stronił od niego lektur szkolnych, unikał ich jak ognia. Był przedstawicielem pokolenia dzieci wychowanych na animowanym Batmanie i Pokémonach. Jedynym co czytał  były „Kaczor Donald”, kiedy jeszcze ukazywał się w trybie dwutygodniowym i komiksy TM-Semic. Wszystkie te Batmany, Spider-many, Supermany, X-Meni, kolorowe trykoty na offsetowym papierze dostępne w każdym kiosku RUCH-u kilka razy w miesiącu za drobne kwoty.

Należał do pokolenia tych, których dzieciństwo i wczesne lata szkolne przypadały na czasy filcowych kapci, jakie odwiedzającym oferowała Biblioteka Miejska. Na czasy schyłku gum „Donald” i kapsli od butelek zbieranych na stadionie, którymi grało się z przyjaciółmi.

Wychowywał się bez książek, bez książek wychowywała go telewizja, i do chwili rozpoczęcia nauki w liceum szczycił się faktem nie przeczytania żadnej lektury. Unikały go skutecznie nawet tak cienkie nowelki jak „Janko muzykant”, czy „Łysek z pokładu Idy”.

Ognisko płonęło teraz z trzaskiem, więc dorzucił więcej drewna.

Liceum… Ze wszystkich szkół właśnie je wspominał najlepiej. Wszystko, co stare zostało za nim, zmienili się ludzie, których znał, nauczyciele z per pan/pani stali się profesorami, w nauce przybyło powagi. Lektur nie czytał jednak nadal, wolał oglądać horrory ze złotych lat 80.

I wtedy pojawiła się ona. One zawsze niosą zmiany, dla nich wybuchają wojny, choć żadna z nich wojny nie chce, dla nich powstają wynalazki i dzieła sztuki. Pamiętał ją dobrze, nawet teraz, kiedy zamykał oczy potrafił przypomnieć sobie jej twarz. Kruczoczarne włosy, ciemnobrązowe, czarne niemal oczy, lekko zadarty nos i niewielkie usta. Zawsze ubierała się w dżinsy, nigdy nie widział jej w spódnicy czy sukience, i wciąż narzekała, że jej idealne nogi są za krótkie. Pamiętał ją chociaż wspomnienia wyglądu rodziców wyparowały mu z głowy, jak sen.

Poznał ją akurat wtedy, gdy literatura na świecie odzyskała część straconej pozycji, znów wybiła się z niszy trafiając w serca młodych i falą wlewała się do Polski niosąc wiatr znad Wysp. Sława Harry’ego Pottera przybrała w tym kraju konkretny kształt, kiedy do kin wchodziły koleje jego części. Dzieci znowu zaczynały czytać, a że było im mało przygód nastoletniego czarodzieja, sięgały po więcej, odkrywały słowo pisane…

Czytały.

Czytała także ona, wielka fanka Pottera. Książki chłonęła nawet na przerwach, spotykając się z uszczypliwościami, które – przynajmniej pozornie – przyjmowała z obojętnością.

Z Potterem było jak z Pokémonami – zyskał sławę więc Kościół grzmiał, paradoksalnie przydając mu jeszcze więcej owej sławy. Pamiętał jak za czasów kieszonkowych stworków wmawiano ludziom, że serial może powodować padaczkę i pamiętał jeszcze gorsze idiotyzmy rzucane pod adresem chłopaka w okularach z blizną w kształcie błyskawicy. Kościół twierdził, że powieść, że cały cykl jest satanistyczny między innymi dlatego, że Harry używa czarów (okultyzm!) a w historii pojawiają się barwy czarne, czerwone i zielone – barwy Szatana. Polecano by młodzież zamiast niego czytała „Władcę pierścieni”, bo stanowi lekturę katolicką. Nikt nie pokusił się o wyjaśnienie faktu dlaczego, skoro we „Władcy…” bohaterowie rzucają czary, tak samo jak i ślepi pozostali, że kolory, które uważali za hołd dla Szatana, tak powszechnie występują w samym Kościele Katolickim.

Potem była jeszcze nagonka na „Kod Leonarda Da Vinci” za to samo, za co nie potępiono wcześniejszych publikacji, ale „Kodu…” chyba nie czytała.

Ognisko płonęło w pełni więc zabrał się za oprawianie zwierzęcia. Ostrożnie rozciął chudy brzuch, uważając by nie naruszyć wnętrzności i nie zepsuć smaku mięsa, i usunął jelita. Po nich zaczął oskórowywać  zwierzę.

Westchnął i uśmiechnął się na myśl o tym, jak dla tej brunetki zaczął czytać „Harry’ego Pottera”. Tom trzeci, bowiem ten właśnie czytała ona. Chciał mieć z nią o czym rozmawiać i wyprzedzić konkurencję; w końcu żaden inny chłopak w klasie nie czytał absolutnie niczego. Planował zaproponować jej niezobowiązujące – wyglądające na niezobowiązujące – wyjście do kina na nadchodzącą właśnie ekranizację tej powieści. Spacerowaliby potem wieczorową porą z gwiazdami nad głową i chłodem jesieni różowiącym jej policzki, i omawialiby film, różnice i wierności, co było in plus a co in minus. Może zjedliby coś w fastfoodzie, dalej tocząc rozmowę, później znów spotkaliby się na prywatnym gruncie i jeszcze raz i jeszcze i jeszcze…

Zaczął czytać, nie wierzył, że to może być dobre, że może mu się spodobać, i po szesnastu godzinach był z powrotem w bibliotece wypożyczając kolejny tom. Szybko zaczął lekturę od początku serii, zapragnął więcej i szybko stał się stałym bywalcem bibliotek i księgarni.

I chociaż z nią, z tą urocza brązowooką dziewczyną, która ciągle narzekała na swoje nogi, nic nie wyszło, nie wybrali się nawet na jedną randkę ani do kina – poderwał ją inny nim on zrobił choćby krok – została mu przyjaźń z powieściami.

Podzielił zwierzę na części, nabił na patyki i zaczął piec swoją kolację. Sięgnął do torby zobaczyć jakie książki zgarnął z bibliotecznej półki i na powrót zanurzył się w myślach.

Harry Potter… Od niego wszystko się zaczęło, ale nie na nim skończyło. Jego sława wskrzesiła na rynku klasykę fantastyki z „Opowieściami z Narnii” włącznie, więc w dłonie wpadł mu najpierw Lewis, a potem i sam Tolkien. Później był King z pogranicza literatury popularnej i nieco wyższej półki, a wreszcie odkrył autorów, którzy wywrócili jego świat do góry nogami – Chucka Palahniuka i Johna Irvinga.

W czasach, kiedy kino znieczuliło ludzi na przemoc i okrucieństwo, Palahniuk swoim opowiadaniem „Flaki” z powieści „Opętani” zdołał pozbawić przytomności kilkudziesięciu słuchaczy. Tego samego, tylko na mniejszą skalę, dokonał dwie dekady wcześniej Irving podczas odczytów traktując czytelników fragmentami „Regulaminu tłoczni win”. Ale dla żadnego z nich nie był to cel, a jedynie środek. Szokowali, żeby coś pokazać, wstrząsali aby być usłyszanymi, atakowali zmysły, żeby pokazać prawdę o ludziach i świecie, która uwierała każdego.

Czytał ich i wielbił, bo pokazali mu do czego może służyć literatura. Zachwycał się choć nie należeli do łatwych.

I czytał.

Rynek podbijały audiobooki i e-booki, ale on czytał tylko tradycyjne książki. Tylko papier liczył się dla niego. Tylko wtedy czuł, że powieść istnieje. Tylko wtedy ogarniała go swoista intymność, kiedy książka ciążyła w dłoniach, a kartki szeleściły.

A teraz…

Uśmiechnął się.

Mięso piekło się pachnąc smakowicie. Do ust napłynęła mu ślinka. W torbie znalazł powieść „Droga” Cormacka McCarthyego, ale odłożył ją z powrotem. Może i była wybitną powieścią, nie mniej kłamała. Po końcu świata ludzie by nie zdziczeli, wiedział o tym, bo sam przeżył apokalipsę. Cywilizacja i popkultura za bardzo rozleniwiły ludzi. Wszyscy czekali na ratunek i nowy odcinek „Mody na sukces”, choć nie było komu ich ratować, a telewizja nie działała od dawna. Wiedzieli, że to tylko przejściowe trudności i wiedzieli, że nie umrą, bo do Gwiazdki zostały tylko trzy miesiące, a na następny rok King zapowiedział cztery nowe powieści. Nikt nie mógł odejść z tego świata, skoro istniały jeszcze okazje do świętowania.

Pierwsi zginęli ci zaradni, którzy zorganizowali się w grupy, bo grupy wybiły się nawzajem, a cała reszta robiła wszystko, żeby żyć jak przedtem. Jak „przed”.

„Felix, Net i Nika”, „Wzorzec zbrodni”, „Opiekunowie”… Przestał grzebać w torbie i sięgnął po duży wolumin. Ciężkie tomiszcze zdążyło już wyschnąć, choć teraz krew zlepiała stronice. Szkoda, ale cóż poradzić.

Pomyślał o e-bookach i audiobookach. Gdyby to nimi bronił się przed zwierzęciem, które go zaatakowało, połamałby każdy czytnik, każdy discman, mp3 nawet nie drasnęłoby napastnika, a tymczasem stara dobra książka w solidnej oprawie bez trudu strzaskała czaszkę zwierzyny. Rozwój techniki był w tym wypadku przereklamowany. Taka była jedna z prawdziwych ról książki w XXI wieku.

Roześmiał się na głos i patrząc na dogasający dzień zaczął zajadać dobrze wypieczone mięso.

 

KONIEC

Michał P. Lipka

 

PREZENTACJA TWÓRCZNIŚCI PRYWATNEJ, CZ I

 

To, że tworzę, wspominałem już na blogu. Były czasy, kiedy rysowałem – czasy, do których pomału, acz bez większego zapału wracam – piszę, inne formy sztyki też nie są mi obce. Do tych innych zaliczyłbym haft, który prezentuję poniżej.

 

Tworzenie to najbardziej czasochłonna część mojego życia. A skoro już prowadzę bloga, dlaczego nie zaprezentować by jej nieco szerzej? Stąd ten dział i stąd poniższe obrazki. Jeśli chcecie, skomentujcie.

 

Pozdrawiam

Michał P. Lipka

 

A tu coś z czasów, kiedy rysowałem

I więcej haftu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *